Ostatnio zdarzyło się parę miłych okazji na to, by namalować obrazek na prezent. Tym razem wyczarowałam ilustrację z okazji narodzin małej Emmy. Urodziła się pod znakiem Barana, dlatego też na obrazku jest z barankiem, w krainie słodyczy. Niech ten baranek będzie dla małej zwierzątkiem ochronnym ;) Rośnij zdrowo, maleńka!
Przy pracy nad ta ilustracją wykorzystałam akwarele firmy Kuretake Gansai Tambi.
Jakie jest na temat znaków zodiaku? Myślicie, że znaki pasują do Waszych charakterów? Lubicie czasem czytać horoskopy?
Zastanawiam się nad zorganizowaniem Wyzwania Rysunkowego. Znalazłyby się jakieś chętne osoby, by wziąć w nim udział? Mam dość nietypowy pomysł na niego... :)
Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat sukienek i spódnic. Niedawno minął rok od momentu kiedy postanowiłam praktycznie całkowicie zrezygnować z chodzenia w spodniach. Impulsem do podjęcia takiej decyzji był artykuł na temat słowiańskiej wiary na temat spódnic. Potem przyszła myśl o praktycznych zastosowaniach takiego ubioru. Zaczęłam mieć wątpliwości, czy aby na pewno spodnie są tak bardzo wygodne... Ale zacznę od początku.
Spódnice a magia
Według słowiańskiej wiary, chodzenie w długich spódnicach odblokowuje przepływ energii, którą kobieta pobiera głównie z Ziemi. Taki strój ma również sprawić, że można poczuć się i zachowywać bardziej kobieco. Niektóre kobiety z facebookowej grupy spódnicowej opowiadały, jak to ich życie się zmieniło po zrezygnowaniu ze spodni: mężczyźni zaczęli traktować je z większym szacunkiem i wyręczać z ochotą z cięższych prac domowych, niektóre opowiadały o wyregulowanych cyklach miesiączkowych, o znalezieniu miłości swojego życia. Brzmi kusząco. Same pozytywy! Do takich pomysłów podchodzę zwykle z otwartą głową, ale i z dużą dozą sceptycyzmu. Postanowiłam jednak spróbować.
Moje początki
Na spódnice przerzuciłam się w okolicach końca marca. Odwiedziłam parę lumpeksów, jeden egzemplarz dostałam też od koleżanki. W grę wchodziły tylko modele do samej ziemi, bo przy okazji zmian nawyków chciałam od razu móc przetestować to energetyczne działanie. Zresztą to był marzec, było jeszcze zimno. Nie byłam gotowa na miniówki. Miałam nadzieję na to, że spódnice sprawią, że moje nogi będą mniej uciskane, że przestaną mnie boleć kolana i marznąć stopy. Największym wyzwaniem nie okazały się jednak same spódnice a rajstopy. Nie cierpię rajstop! Ciasne, drapiące, zsuwające się, dziurawiące się przy pierwszej okazji... No nic... Musiałam się jakoś przyzwyczaić. Było jeszcze za zimno na gołe nogi.

Spostrzeżenia
- Już po pierwszym tygodniu zauważyłam, że rzeczywiście przestały mnie boleć kolana. To była dla mnie dość uciążliwa dolegliwość z racji tego, że pracowałam na siedząco. Nogi nie miały jak odpoczywać. Ciągle były ściśnięte w tych rurkach, szczególnie pod kolanami.
- Wcale nie było mi zimno, było mi cieplej! Okazało się, że rajstopy i powietrze pod spódnicą izolują ciepło lepiej niż jedna warstwa spodni. Dodatkowo musiało mi się poprawić krążenie w nogach. To było dość logiczne.
- Spódnice są wygodne! Nie krepują ruchów, tak jak spodnie. Mogłam sobie siadać w dowolnej pozycji, nawet na podłodze po turecku, nic mnie nie cisnęło, spódnica wszystko ładnie przykrywała. Nie musiałam się bać, że widać mi majtki przy schylaniu ;)
- Poczułam się bardziej kobieco. Ale raczej nie za sprawą energetycznego wpływu spódnic. Wcześniej ubierałam się zawsze jak chłopczyca. W sumie nadal lubię ten styl, ale teraz mogłam wreszcie spróbować czegoś nowego. Zaczęłam eksperymentować z długościami i dodatkami. Okazało się, że nie zawsze musiałam wyglądać jak dziecko-kwiat. Mogłam ubierać się elegancko, gdy założyłam obcisłą spódnicę ołówkową i koszulową bluzkę. Mogłam i na rockowo w stylu pin-up girl, kiedy wybrałam rozkloszowaną spódnicę midi i skórzaną kurtkę.
- Rzeczywiście wyregulował mi się w tym czasie cykl miesiączkowy, ale nie przypisuję tutaj magicznego znaczenia spódnicom. Myślę, że wpływ na to mógł mieć brak ucisku w okolicach miednicy jak i fakt, że przeszłam na dietę bezmięsną.
- Co do wyjątkowego traktowania przez płeć przeciwną - tak naprawdę jedyny mężczyzna, który zwrócił uwagę na zmianę w ubiorze był mój mąż. Z racji tego, że zawsze jest szarmancki i uczynny, nie miałam jak zauważyć znaczącej zmiany w temacie specjalnego traktowania :) Mogę jedynie powiedzieć, że okazało się, że mój mąż woli mnie w wersji spódnicowej, nie ważne czy w tej długiej czy krótkiej.
- Przestałam mieć problem z ciuchowymi zakupami. Spódnicę łatwiej jest dobrać do sylwetki niż spodnie. Problem za krótkich nogawek już mnie nie dotyczy.
Podsumowanie roku w spódnicy
Czy wierzę w energetyczne działanie spódnic? Myślę, że wszystkie pozytywne skutki mają bardziej logiczne niż ezoteryczne wyjaśnienie. Spódnice i sukienki są lepiej przystosowane do kobiecej figury niż spodnie. Nic dziwnego, że zdają mi się wygodniejsze. Przestałam być też tak radykalna jeśli chodzi o długość. Wcześniej wybierałam głównie długie kroje. Tej zimy przerzuciłam się jednak na modele przed kolano. Okazało się, że nadają się lepiej do pracy biurowej, bo nie było mi w nich aż tak ciepło w nagrzanym biurze, jak w spódnicach długich, które grzeją dość mocno. Myślę, że latem znów wrócę do tych zwiewnych długich modeli. Jeśli chodzi o spodnie - chodzę czasami, ale tylko w luźnych dresowych: do spania, sprzątania lub do ćwiczeń. Z domu wychodzę tylko w spódnicy lub sukience. I chyba tak zostanie.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Chodzicie w spódnicach? Czy wolicie spodnie?
Długi czas mnie tu nie było. Wracam jednak z czymś wyjątkowym, z czymś, czego jeszcze nie robiłam. Tęsknota za światem pełnym magii podsunęła mi pomysł, by zrobić kryształową koronę. Nie byle jaką, bo z kryształów górskich i miedzianego drutu. Kryształ górski ma ponoć właściwości lecznicze, oczyszczające i harmonizujące. Miedź natomiast pomaga w kreatywnym tworzeniu i podobno również korzystnie wpływa na zdrowie. Lubię ją sobie zakładać na głowę, szczególnie wtedy, gdy brak mi sił lub mam zły humor. Momentalnie zmieniam się w dumą królową, której nic nie może wytrącić z równowagi :)
Nie wiem, czy wiecie... Nie wiem czy znacie takie magiczne, słowiańskie lalki zwane motankami. Są to lalki wykonane z gałganków, patyków, sznurków, tasiemek, słomy. Wykonuje się je z konkretną intencją, by pomogła nam w spełnianiu marzeń. Co ciekawe, robi się je bez użycia igieł czy nożyczek. Jedyne co się robi to właśnie "mota" czyli owija kawałki szmatek i mocuje wszystko sznurkiem. Sposób wykonania takiej lalki jest taki a nie inny nie bez powodu. Jak zwykło się wierzyć - motanki nie posiadają twarzy, żeby nie zajmowały się sobą, tylko mogły skupić się na wykonaniu konkretnego zadania. Nie używa się igieł i nożyczek, bo można wtedy 'ukłuć los'.
Są różne rodzaje lalek. Jedne są odpowiedzialne za ochronę domu, inne wykonuje się na takie momenty jak wejście w dorosłość czy zaślubiny, są lalki-karmicielki z obfitym biustem - symbolem płodności. Swoją lalkę możecie wykonać jakkolwiek chcecie, ważne jest, by w czasie motania myśleć mocno o swojej intencji. Gotową motankę warto jest przekupić jakimś drobiazgiem - guzikiem, koralikiem i oczywiście trzeba ją poprosić ładnie o spełnienie marzenia.
Kiedy lalka wykona swoje zadanie, należy ją spalić lub zakopać. Podobny rytuał magicznej lalki można znaleźć w kulturze japońskiej, gdzie znana jest pękata lalka Daruma. Mała armia takich lalek była już u mnie na blogu. Pisałam o niej TUTAJ. Ją też należy zakopać, gdy wykona swoje zadanie.
Motyw lalki magicznej przewija się chyba w każdej kulturze. Z badań archeologicznych wynika, że należą do najstarszych znanych ludzkości zabawek – znajdowano je w egipskich grobowcach datowanych na 2000 lat p.n.e. Były też takie, które zastępowały figurki idoli i były wykorzystywane w magicznych obrzędach. Nic dziwnego, że i w naszej słowiańskiej kulturze można znaleźć ten motyw.
Moja lalka jest malutka, mieści się w dłoni. Wykonałam ją ze wcześniej przygotowanych ścinków.
Jest miła pamiątką z jednego z wieczoru spędzonego z moimi przyjaciółkami. Każda z nas jest różna, dlatego i lalki różniły się wielkością i ubiorem. Moje życzenie spełnia się z dnia na dzień, dlatego nadal trzymam swoją lalę w magicznym pudełku :)
Są różne rodzaje lalek. Jedne są odpowiedzialne za ochronę domu, inne wykonuje się na takie momenty jak wejście w dorosłość czy zaślubiny, są lalki-karmicielki z obfitym biustem - symbolem płodności. Swoją lalkę możecie wykonać jakkolwiek chcecie, ważne jest, by w czasie motania myśleć mocno o swojej intencji. Gotową motankę warto jest przekupić jakimś drobiazgiem - guzikiem, koralikiem i oczywiście trzeba ją poprosić ładnie o spełnienie marzenia.
Kiedy lalka wykona swoje zadanie, należy ją spalić lub zakopać. Podobny rytuał magicznej lalki można znaleźć w kulturze japońskiej, gdzie znana jest pękata lalka Daruma. Mała armia takich lalek była już u mnie na blogu. Pisałam o niej TUTAJ. Ją też należy zakopać, gdy wykona swoje zadanie.
Motyw lalki magicznej przewija się chyba w każdej kulturze. Z badań archeologicznych wynika, że należą do najstarszych znanych ludzkości zabawek – znajdowano je w egipskich grobowcach datowanych na 2000 lat p.n.e. Były też takie, które zastępowały figurki idoli i były wykorzystywane w magicznych obrzędach. Nic dziwnego, że i w naszej słowiańskiej kulturze można znaleźć ten motyw.
Moja lalka jest malutka, mieści się w dłoni. Wykonałam ją ze wcześniej przygotowanych ścinków.
Jest miła pamiątką z jednego z wieczoru spędzonego z moimi przyjaciółkami. Każda z nas jest różna, dlatego i lalki różniły się wielkością i ubiorem. Moje życzenie spełnia się z dnia na dzień, dlatego nadal trzymam swoją lalę w magicznym pudełku :)
Mandale to obrazy w kształcie koła, które tworzy się w stanie medytacyjnym. Tworzenie ich pomaga nam się wyciszyć, uspokoić. Podczas tworzenia takich obrazków możemy wyrażać różne intencje, wypowiadać życzenia, opracowywać cele. Taka mandala nabiera wtedy szczególnej mocy sprawczej. Ale nie jest to tylko magia czy sama wiara.
Mandale nie muszą być tak symetryczne i matematyczne jak te zrobione przeze mnie. Mogą to być nieregularne rysunki. Jedyna zasadą jest chyba to, że kompozycja powinna być zamknięta w kole. Ostatnio zapanowała moda na 'kolorowanki' dla dorosłych. Ale według mnie nie ma sensu kupować zeszytu pełnego wzorów, skoro samemu można stworzyć wspaniałe mozaiki, gdziekolwiek się jest. wystarczy kawałek kartki i coś do pisania.
Dziś jest 23 stycznia. Minęły więc 23 dni od kiedy nowy rok się rozpoczął. Dla mnie te 23 dni były bardzo intensywne i niezwykle odkrywcze. Bo szukam. Szukam swojej drogi. Szukam powołania. Szukam formy, w jakiej mogę dać ludziom to, co we mnie najlepsze. Szukam pracy marzeń :)
Jest to niezwykle trudne do odnalezienia, chociaż czuję gdzieś z tyłu głowy, że już pewnie od dawna dobrze wiem, co powinnam zrobić. Musi się ta myśl jeszcze przebić i utwierdzić we mnie.
Z pomocą przychodzi magiczna japońska lalka Daruma. Zrobiłam ją z masy solnej w ilości sztuk 8. Pięć z nich poszło w świat, do moich przyjaciółek, by im również pomóc w spełnianiu marzeń? Ale o co chodzi? Co to za lalka? W skrócie: lalka Daruma to japońska figurka, która pomaga spełniać marzenia i realizować wyznaczone cele. Nie ma źrenic, bo trzeba je samemu domalować. Jedną, kiedy myśli się o swoim marzeniu i celu, a drugą, kiedy ten cel się już osiągnie. Wikipedia mówi takie rzeczy na ten temat:
Dość gadania, czas na zdjęcia :)
Moja lala (oczywiście ta najmniejsza) czeka jeszcze na domalowanie źrenicy. Chyba wiem już czego chcę :)
Jest to niezwykle trudne do odnalezienia, chociaż czuję gdzieś z tyłu głowy, że już pewnie od dawna dobrze wiem, co powinnam zrobić. Musi się ta myśl jeszcze przebić i utwierdzić we mnie.
Z pomocą przychodzi magiczna japońska lalka Daruma. Zrobiłam ją z masy solnej w ilości sztuk 8. Pięć z nich poszło w świat, do moich przyjaciółek, by im również pomóc w spełnianiu marzeń? Ale o co chodzi? Co to za lalka? W skrócie: lalka Daruma to japońska figurka, która pomaga spełniać marzenia i realizować wyznaczone cele. Nie ma źrenic, bo trzeba je samemu domalować. Jedną, kiedy myśli się o swoim marzeniu i celu, a drugą, kiedy ten cel się już osiągnie. Wikipedia mówi takie rzeczy na ten temat:
Moje lale nie są pomarszczone, bo chciałam, by były słodkie i wesołe. Takie rzeczy lepiej przypadają do gustu dziewczynkom :) Jedną (dla mojego męża) zrobiłam oczywiście groźną i złą, czyli w wersje bardziej tradycyjnej.Oczy lalki należy namalować, ale w ściśle określony sposób: jeśli chcemy, aby spełnił się jakiś nasz cel, nasze jawne czy skryte marzenie, wyznaczamy sobie na najbliższy rok zadanie. Myśląc o nim malujemy lalce jedno oko (lewe). Namalowane oko lalki pozostaje zawsze otwarte i skupione na wyznaczonym celu. Gdy cel zostanie osiągnięty lub marzenie się spełni, domalowujemy lalce drugie oko. W ten sposób daruma uzyskuje wzrok. Po wypełnieniu misji przez darumę lub najdalej po roku, stare lalki należy zanieść do świątyni, gdzie w ognisku rozpalonym na poświęconej ziemi zostaną uroczyście spalone, aby nie przyniosły niepowodzeń. Osamotniony właściciel kupuje natomiast inną, zazwyczaj większą darumę, aby dalej przynosiła mu szczęście.
Dość gadania, czas na zdjęcia :)



















